Szukając sposobu na uniknięcie służby wojskowej, podjął pracę w kopalni węgla kamiennego „Komuna Paryska”. Tam założył zespół Rhodan. Gdy wygrali przegląd muzyczny, dostali profesjonalny sprzęt i salę prób. Odtąd w dzień grał, w nocy odrabiał służbę. Muzyka dawała mu siłę. Został uznany za najlepszego wokalistę województwa katowickiego i trafił na prestiżowe warsztaty „KRAM” w Nowym Sączu. Pasmo sukcesów przerwały rodzinne tragedie – śmierć dziadka i młodszego brata. Musiał wyjechać z kraju z paszportem w jedną stronę. Finalnie trafił do Grecji, gdzie m.in. otworzył własną galerię. Malowanie zawsze było jego pasją i azylem. Na Cyprze założył rodzinę, ale siedem lat temu ciepłe kraje zamienili na Norwegię.
Ma firmę drukarską, projektuje ogrody, maluje. A muzyka? Nie występował publicznie od wyjazdu z kraju. Udział w „The Voice Senior” jest powrotem i sprawdzeniem, czy jego głos jeszcze coś znaczy. Chce dokończyć piosenkę, która kiedyś została przerwana.
Od zawsze marzyła o scenie, ale gdy pojawiła się szansa – nie została wybrana na festiwal w Zielonej Górze ani do zespołu „Śląsk”. Zrezygnowała, wybrała pedagogikę. Przez 40 lat budziła w dzieciach miłość do muzyki, mimo że nie miała dyplomu z konserwatorium.
W 2007 roku, podczas urlopu zdrowotnego jej marzenie o śpiewaniu wróciło. Wzięła udział w lokalnym konkursie piosenki kresowej, zdobywając trzecie miejsce. Poczuła, że znów żyje. Zaczęła śpiewać na festiwalach i konkursach. Zdobyła Grand Prix na Festiwalu 50+ w Warszawie. Prawdziwy przełom nastąpił, gdy syn – absolwent szkoły muzycznej – zaczął jej akompaniować.
Jest wierna wartościom, które zna z dzieciństwa. Udział w „The Voice Senior” był dla niej marzeniem. Cieszy się, że zauważono seniorów. Na zgłoszenie zdecydowała się, kiedy Wojtek Bardowski powiedział ze sceny „Spełniajcie marzenia!”. Zadziałało.
Od zawsze „wołał” ją także teatr. W szkole występowała we wszystkich akademiach, chodziła na balet do Pałacu Kultury. Miała epizod w Teatrze Dramatycznym, gdzie rozmawiała nawet z samym Zapasiewiczem, co tylko podsycało jej marzenia. Ale wszystkie niestety spełzły na niczym, bo przyszło dorosłe życie.
Skończyła technikum fryzjerskie, odbyła staż w charakteryzatorni Teatru Wielkiego. Była blisko sceny, ale jednak za kulisami… Ostatecznie jednak oddała się wychowywaniu córki i prowadzeniu domu. Aż do 43. roku życia, kiedy koleżanka zachęciła ją do wstąpienia do chóru. W ciągu tygodnia stała się solistką i wkrótce, trzęsąc się z nerwów, zaśpiewała „Ave Maria” na ślubie. Swoim głosem uświetniała podobne uroczystości przez wiele lat. Wkrótce przyszedł też czas na kabaret. Założyła własny skład „Czy jakoś tak”. Grała wszędzie, gdzie ją chcieli. Nie dla sławy – dla sceny.
Wciąż uczy się śpiewu. Walczy z tremą. Wie, że scena to jej miejsce. Cztery lata zbierała się, by zgłosić się do programu. Nie chce już czekać. Chce się w końcu pokazać!
W szkole średniej grał w zespole muzycznym „obstawiającym” potańcówki. Odszedł, bo w muzyce szukał w głębi, nie komercji.
Marzył, by studiować dyrygenturę. Jego ojciec jednak stanowczo odmówił finansowania „głupot”. Prowadził zakład rzemieślniczy i wierzył, że najlepszą przyszłość synowi zapewni kontynuowanie rodzinnej działalności introligatorskiej. Z czasem Stanisław rozwinął ją w małą drukarnię. W międzyczasie skończył filologię angielską.
W międzyczasie, około 2005 roku, powrócił do muzyki – założył miejski chór. Prowadzi też młodzieżowy zespół w szkole językowej, w której uczy angielskiego. Został przyjęty do chóru, który prowadzi emerytowany dyrygent Filharmonii Warszawskiej. Zespół wykonuje ambitne barokowe utwory. Chóralny śpiew stał się dla niego czymś pewnym i bezpiecznym – otóż solowy zawsze go paraliżował. Występ w programie będzie jego solowym debiutem. Postanowił potraktować go jako terapię behawioralną – podobnie jak kiedyś, gdy leczył klaustrofobię jazdą windą 15 razy dziennie.
Fascynuje się muzyką różnych stylów – od Monteverdiego po Metallicę. Muzyka jest jego pasją – uśpioną przez lata, ale dziś, po latach powrócił do niej z dojrzałością, świadomością i odwagą.
Zawodowo nigdy jednak nie obrał muzycznej drogi. Postawił na Wydział Rybactwa Morskiego na Akademii Rolniczej w Szczecinie. Studenci wydziału mogli odbywać półroczne praktyki studenckie na dalekomorskich statkach rybackich. Artur wylądował na Falklandach.
Po powrocie na ląd dostał propozycję dołączenia do bluesowego zespołu Operating Conditions jako wokalista. Zagrali dwukrotnie na Rawa Blues, a na konkursie Debiutów (Opole ’87) wygrali nawet główną nagrodę im. Anny Jantar zdobywając osobiste gratulacje samego Młynarskiego i Zauchy. I wtem… trzeba było iść do wojska.
Po służbie wojskowej już nie było łatwo wrócić do muzyki. Artur porzucił granie na rzecz „męczarni w usługach budowlanych”. Bardzo tęsknił za muzyką, ale nie widział dla siebie innych możliwości. Marzył o jakimś miejscu, gdzie będzie mógł skrzyknąć znajomych, wspólnie pograć, ale nic takiego w Stargardzie nie istniało. W końcu sam założył klub muzyczny – najpierw była to Katakumba – kultowe miejsce wśród lokalnej „długowłosej” młodzieży, a dziś jest to Piwnica pod Galerią. Właśnie odnawia też starą Oficynę, w której zamierza otworzyć browar.
I wciąż realizuje się muzycznie. Jako wokalista zasila zespół Big Band Stargard. Kultywuje też swoją pasję żeglarską – założył Młodzieżowe Koło Żeglarskie Delfinka i szkoli młodych zapaleńców pływania.
Renata śpiewała na każdej imprezie. W końcu zdecydowała się dostać do Piwnicy pod Baranami, ale przesłuchujący ją Grzegorz Turnau uznał, że to dla niej za wcześnie. I dziś przyznaje mu rację, bo twierdzi, że nie była gotowa. Tak jak i na angaż w orkiestrze Zbigniewa Górnego, do której torował jej drogę jeden ze znajomych.
Podobnie jak muzykę kochała góry i zdecydowała się zostać przewodniczką po szlakach. Na kursie poznała swojego przyszłego męża, z którym ostatecznie jej się nie udało. To bardzo odbiło się na niej psychicznie. Odkąd pamięta, depresja była jej wielką nauczycielką.
Zawodowo pracowała jako asystentka w kancelarii notarialnej, a później założyła biuro pośredniczące w handlu nieruchomościami. Gdy została oszukana przez wspólnika – rozsypała się całkowicie. Zwróciła się jednak po pomoc i powoli zaczęła budować na nowo swoje życie.
Przez wiele lat jeździła do UK, gdzie opiekowała się starszymi osobami. W międzyczasie, poznała także w internecie nową miłość – kilka miesięcy temu, po 7 latach związku, wzięli ślub.
A i muzyka zaczęła wracać do jej życia – poznała Mateusza Ziółko, u którego zaśpiewała w chórkach. Chce jednak nie tylko śpiewać, ale i pracować głosem – w wolnych chwilach nagrywa audiobooki i marzy o pracy w dubbingu.